SkyDrive to usługa Microsoftu, która pozwala przechowywać w Internecie nasze fotki, filmy i inne pliki, by mieć do nich dostęp zawsze i wszędzie. Kusi siedmioma gigabajtami przestrzeni do dowolnego zagospodarowania, lecz posiada też sporo irytujących problemów.

Usług tego typu jest naprawdę sporo. Możemy wybierać spośród np. Dropboxa, Box.net, Mediafire, czy chociażby polskiego Chomikuj.pl. Niestety, niektóre z nich (jak Mediafire) po jakimś czasie usuwają niepobierane pliki, a inne (Chomikuj.pl) nie mają swojej mobilnej aplikacji, przez co wrzucanie plików to droga przez mękę. Postanowiłem przetestować SkyDrive z dwóch względów: oferuje użytkownikowi 7 GB, oraz dlatego, że mój HTC One X posiada zintegrowane usługi dla tego dysku w nakładce Sense.

Osobiście postanowiłem użytkować SkyDrive jako album na swoje zdjęcia. Równolegle korzystam też z Google+ i Dropboxa i byłem, ogólnie rzecz biorąc, zadowolony z tych usług, choć czasami wdawało mi się we znaki zarządzanie fotkami w g+. Miałem nadzieję, że ustrzegę się tego problemu w wirtualnym dysku Microsoftu.

Początkowo moje wrażenia były bardzo pozytywne. Spodobał mi się interfejs oficjalnej aplikacji, który stawia na minimalizm i nawiązuje do kafelkowego stylu Windows 8. Wszystkie opcje są na miejscu i nie da się zgubić. Design i intuicyjność zasługują na bardzo duże pochwały i chyba nawet jest lepszy niż ten z aplikacji Dropboxa, choć dziwią mnie niepotrzebnie duże puste przestrzenie pomiędzy plikami i folderami w trybie kafelkowym. No, ale do wyboru jest także widok listy.

Nie po to jednak postanowiłem instalować SkyDrive, aby rozpływać się nad przyjaznością interfejsu. Od razu zabrałem się za wrzucanie paru swoich folderów ze zdjęciami. Proces ten przebiegł sprawnie. Wśród komentarzy w Google Play wyczytałem parę komentarzy, jakoby pliki nie uploadowały się przy zgaszonym ekranie, lecz na szczęście ja z czymś takim się nie spotkałem – pozostawiłem na noc telefon, by przesłał czterysta zdjęć i uczynił to niemal bezbłędnie.

Dlaczego niemal? Po przebudzeniu się zirytowałem się, gdy wyczytałem z paska powiadomień, że pasek postępu stanął na niecałej połowie. Ku mojemu zdziwieniu, przedstawiał on błędne dane, bo fotki się przesłały. Wyjątkiem było pięć czarnych owiec, które się nie przesłały, ponieważ nastąpił błąd wysyłania. SkyDrive nie próbuje przesłać tego samego pliku po niepowodzeniu, lecz go po prostu omija. Ponadto, przy kolejnej partii wysyłanych zdjęć miałem wielkie problemy z otwarciem paska powiadomień – telefon łapał wielkiego laga i pomagało jedynie wyłączenie i włączenie ekranu. Lecz gdy tylko znowu dotykałem paska, lag-gigant znowu wracał.

Później nie było wcale lepiej. Przeglądając zdjęcia, program nie zapisuje w pamięci telefonu miniaturek i zdaje się, że nie robi jakichkolwiek plików cache. Każdorazowe wyjście z otwartego zdjęcia i jego ponowne otworzenie wiąże się z kolejnym loadingiem. Tak samo jest w przypadku miniatur, które pobierane są na nowo za każdym razem. Dlatego nie radzę korzystać nagminnie ze SkyDrive za pomocą danych pakietowych. Kolejnym problemem, na który się napotkałem to to, że chcąc zainstalować plik .apk, zawsze pojawia się błąd, przez co cała operacja kończy się niepowodzeniem. By wszystko było OK, trzeba zapisać apkę na pamięć telefonu na stałe.

Jeszcze potem pojawiły się problemy z interfejsem, który jednak nie jest taki super, jak się z początku wydawało. Puste przestrzenie pomiędzy miniaturkami zdjęć coraz bardziej irytowały, a zarządzanie plikami praktycznie nie istnieje. Mogę tworzyć foldery (fani Incepcji ucieszą się z możliwości tworzenia folderów w folderach w folderach) i wrzucać tam zdjęcia, lecz później nie da się już tych zdjęć przenieść w inne miejsce. Brakuje nawet tak trywialnej opcji, jak zaznacz wszystko. To nie koniec! Pobrać można wyłącznie pojedyncze pliki, a przy zaznaczonych kilku plikach ta funkcja staje się nieaktywna. Aby w ogóle w jakiś sposób ogarnąć swoje fotki, trzeba skorzystać z browserowej przeglądarki – ta posiada zdecydowanie większe możliwości.

Warto jednak wspomnieć o oknie ustawień. Widzimy w nim za pomocą ładnego paska ilość dostępnego miejsca. Możemy też zmienić ustawienie dotyczące rozmiaru wysyłanych i pobieranych zdjęć – jeśli chcemy zaoszczędzić miejsce i dane pakietowe, możemy poprosić aplikację o automatyczne skalowanie zdjęć, choć ja nigdy nie byłem zwolennikiem takich operacji. To tyle, jeśli chodzi o ustawienia. Szału nie ma, brakuje m.in. opcji autoprzesyłania zdjęć.

Jak już wcześniej wspomniałem, wysyłanie zdjęć może być problematyczne, a siatka zdjęć nie wykorzystuje w pełni przestrzeni ekranowej, przez co SkyDrive nie jest najprzyjemniejszy w obsłudze. Jako posiadacz HTC One X, mogę skorzystać z opcji udostępniania i przeglądania fotek zintegrowanej w nakładkę HTC Sense. To ten dodatek sprawił, że SkyDrive nabrało w moim przypadku większego – nomen omen – sensu. Przesyłanie obrazów jest szybsze i nie dochodzi do pomijania niektórych z nich, a przeglądanie ich stało się przyjemniejsze – przeglądarka zdjęć z dysku Microsoftu jest zintegrowana z fabryczną galerią. Oczywiście, w ten sposób nie mamy dostępu do np. PDF-ów czy dokumentów, a fotki nie mogą być umieszczone folderem w folderze bo nie zostaną wykryte, lecz i tak ten sposób przeglądania jest o wiele lepszy.

Moje przygody ze SkyDrivem okazały się naprzemiennymi wzlotami i upadkami. Nie wspomniałem jednak o najważniejszym: czy jest to najlepszy hosting plików? Nie musiałem się długo zastanawiać, by stwierdzić, że nie. Dropbox wciąż jest dla mnie numerem jeden. Przysparza zdecydowanie mniej problemów, ma zdecydowanie najlepszy sposób udostępniania plików, a wykonując parę sztuczek łatwo rozszerzyć jego przestrzeń dyskową, dzięki czemu jest może stać się pojemniejszy od SkyDrive. Jeśli jednak korzystacie z Dropboxa i kończy Wam się miejsce, możecie pomyśleć o skorzystaniu ze SkyDrive.

Na koniec dodam od siebie, że po tej przygodzie z usługą Microsoftu nie mam zamiaru do niej wracać. Parę razy mnie wkurzyła, czasami udało się jej też wzbudzić mój podziw. Mimo wszystko, żegnam się z nią i wracam do mojego kochanego Dropboxa z 28,2 GB czekającymi na kolejne pliki 🙂

Ciekawe? Podziel się!