Wczorajszego dnia zaprezentowany został iPad Mini, czyli długo wyczekiwana pomniejszona wersja tabletu od Apple.

Jak to w przypadku jabłkowych urządzeń, oczekiwania wobec tego urządzenia były spore. Czy mały iPad okaże się hitem sprzedaży? Pewnie tak, choć nie oferuje niczego, co by mogło nas zaskoczyć.

Najważniejszy element w iPadzie Mini to oczywiście wyświetlacz. Posiada on przekątną 7,9” i rozdzielczość 1024×768 pikseli, więc jest większy o niemal cal od Google Nexusa 7. Wydajność na wysokim poziomie zapewnia dwurdzeniowa jednostka SoC A5. Za wykonywanie przyzwoitych zdjęć odpowiada moduł aparatu iSight o pięciomegapikselowej matrycy (z przodu znaleźć można kamerkę do rozmów FaceTime HD). Z nowości warto warto wymienić łączność LTE oraz – choć wielu osobom to się nie spodoba – nowe złącze Lightning.

Wraz ze zmniejszeniem rozmiarów urządzenia wiąże się także zmniejszenie pojemności baterii. Jednak inżynierowie Apple chwalą się, że udało im się zachować rezultat z iPada 2, a więc 10 godzin na jednym ładowaniu.

iPada Mini można nabyć w kolorze czarnym lub białym, w wersjach Wi-Fi + LTE oraz z samym Wi-Fi z 16, 32 lub 64 GB pamięci wewnętrznej. Wersje Wi-Fi kosztują kolejno: 329$, 429$, 529$, a za LTE należy dopłacić 130$. Także ceny wahają się od 329$ (16 GB, Wi-Fi) aż do 659$ (64 GB, Wi-Fi + LTE), co jest już zawrotną kwotą za tak mały tablet, a cena w Polsce na pewno będzie droższa.

Co sądzicie o małym iPadzie? Na mnie nie wywołał żadnego wrażenia. Otrzymał specyfikację sprzętu starszego o dwie jabłkowe generacje a na domiar złego pomniejszono mu wyświetlacz. Gdyby chociaż konkurował cenowo z tabletami pracującymi pod kontrolą Androida, mógłby okazać się łakomym kąskiem, lecz nie w tym przypadku. Osobiście skłoniłbym się do Google Nexusa 7, iPada 4 bądź Samsunga Galaxy Note 10.1.

Via

 

Ciekawe? Podziel się!