Właśnie rozpoczęły się wakacje a co za tym idzie wyjazdy wypoczynkowe. Ja swój sezon „wycieczkowy” rozpocząłem już kilka dni temu biorąc udział w kilku dniowym wyjeździe do Berlina. Główną kwestią organizacyjną był jednak dla mnie nie sam wyjazd a dostęp do internetu w miejscu mojego pobytu. Niestety, długo przed finalną wycieczką wiedziałem, że w Hotelu w którym będę zamieszkiwał przez te kilka dni nie będzie dostępu do internetu. Musiałem więc znaleźć alternatywne źródło dostępu do sieci głównie ze względu na pisanie codziennych artykułów. Uznałem więc że kupno niemieckiej karty (startera) będzie dla mnie najlepszym jak i najtańszym rozwiązaniem. Ku mojemu zdziwieniu okazało się to być jednak rozwiązanie przez które straciłem sporo pieniędzy jak na 3 dniowy pobyt z polskim „kieszonkowym”.

Zaczynając od samego początku, jeszcze w domu odnalazłem kilka interesujących ofert prepaidu na kartę oferowanych przez sieć sklepów Netto oraz Aldi. Oferty te jednak nie różniły się zbyt mocno od siebie zarówno jeśli chodzi o dostępne w pakiecie MB jak i cenę.  Wybór padł jednak na sieć sklepów Netto w której za pakiet 1,5GB przyjdzie nam zapłacić 5 Euro które w przeliczeniu daje sumę porównywalną do tej, którą przyjdzie nam zapłacić za identyczny pakiet w naszej ojczyźnie. Mój niemiecki nie jest do końca dobry ,dogadując się jednak ze sprzedawcą ustaliłem, że bez najmniejszych problemów wystarczy włożyć kartę do modemu lub telefonu i cieszyć się internetem, sms’ami czy rozmowami. Niestety, rzeczywistość okazała się brutalna. Aktywacja karty wymagała połączenia z internetem lub  kontaktu telefonicznego z działem obsługi klienta. Z tego, czego zdołałem się dowiedzieć takie wymogi spowodowane są przymusową rejestracją karty sim dla tego, aby nikt nie mógł bez odpowiedniej identyfikacji popełnić przestępstwa takiego jak groźby przez smsy czy połączenia. Dzwoniąc do działu obsługi klienta po długiej i kosztownej rozmowie przez mój polski numer (ponad 2 zł za minutę) okazało się, że bez niemieckiego odpowiednika numeru PESEL taka aktywacja będzie nie możliwa. Podanie samych danych osobowych nie wystarczyło. Takim oto sposobem pozbyłem się grubo ponad 50zł z mojego konta. Karta mimo wszystko została jednak aktywowana godzinę przed przejazdem przez niemiecko-polską granicę dzięki poznanej tuż przed granicą niezwykle miłej (oraz co dziwne ładnej!) Niemki która zarejestrowała kartę na siebie.

 

Pisząc tę żmudną opowieść staram się nie tyle pokazać własną głupotę oraz nieobeznanie w temacie zagranicznych prepaidów a pokazać, że czasem warto się jednak dłużej zastanowić oraz wziąć pod uwagę, że kraje takie jak Niemczech mogą różnić się pod wieloma względami bardzo mocno od naszej kochanej Polski w której do aktywacji karty wystarczy jedynie telefon i karta.

Ciekawe? Podziel się!